Cesarka- wczoraj i dziś. Fakty i mity.

CESARKA JEST OPERACJĄ

Co by o cesarskim cięciu nie powiedzieć, jedno jest pewne i najważniejsze- jest to operacja, bardzo poważna operacja, nie jakiś tam zabieg, który można sobie wykonać na życzenie.

No bo, ustalmy jedno, cesarka generalnie jest bezpieczna dla dziecka, o ile lekarz nie popełni jakiegoś błędu podczas cięcia, ale… nie znam/nie słyszałam o takich przypadkach. Może nie jest to naturalny sposób przyjścia na świat, ale na pewno szybszy. I o ile dla dziecka wszystko jest łatwiejsze, dla matki już niekoniecznie…

Dla dziecka jest to oczywiście większy szok, z ciepłego, ciemnego pomieszczenia wychodzi nagle na kłujący w oczy mróz… z drugiej strony poród naturalny… przeciskanie się przez wąską szczelinę, przez ileś tam godzin… rany, ale to musi być męczące.

O naturalnym porodzie się nie wypowiem, bo nie było mi dane i nie będzie.

NIE NA ŻĄDANIE

Cesarki miałam dwie, w roku 2016 i 10 lat wcześniej tj. 2006. … i nie z powodu widzimisię, nie z wygody czy innych cholernie ważnych przyczyn, tylko zwyczajnie ze skierowania, z powodu dość niejednoznacznej, nieoperacyjnej wady wzroku, która absolutnie mnie do cesarki obliguje. Nie powiem, że chciałam… 10 lat temu miałam pierwszą i wcale nie chciałam powtórki, miałam nadzieję, że może teraz będzie możliwe rodzić ‚normalnie’, ale nie…

Chociaż cała procedura wyglądała podobnie, to nie ukrywam, teraz miałam większe obawy, większy stres, jakiś dziwny niepokój…

Ale od początku:

PRZED PORODEM

Wczoraj ===> w 11 lat temu (2006r) do szpitala zgłosiłam się dzień przed planowanym cięciem i cały ten dzień spędziłam na przeróżnych badaniach

Dziś ===> tym razem (2016r), Luby i Pierworodna odwieźli mnie do szpitala, gdzie mieli zostawić i pojechać do szkoły/pracy… ale musieli chwilę poczekać… weszłam do gabinetu (myślałam, że się po prostu zgłaszam, że już jestem) i wzięli mnie w obroty: badania, koszulka, badania, cewnik i

„niech mąż weźmie torbę i jedziemy na górę”

„znaczy, że dziś?”

„tak, już jedziemy”

i na wózek. Szok, na szybko sms do Lubego, który nieświadomy niczego czekał z Młodą w poczekalni… podróż na górę… Młoda nie może wejść, bo nie ma 14 lat… Luby przerażony- to jego pierwszy raz, choć Młodą wychowuje od jej 4 roku życia… i ja też zaczęłam się bać… czego? Bo się głupi człowiek naczyta różnych historii w prasie…

Reszta standardowa- znieczulenie do kręgosłupa, boli jak cholera, a potem brak czucia od klatki piersiowej w dół… a potem Twój brzuch szarpany jest na wszystkie strony… nie, nie, nic nie czujesz… wyobraź sobie wyrywanie zęba, masz znieczulenie i nie czujesz bólu, ale to że coś Ci wyrywają czujesz… to jest dokładnie takie samo uczucie… czujesz, ale to nie boli…

RÓŻNICE

11 lat temu, zobaczyłam moje dziecko tuż po opuszczeniu mojego brzucha (parawan ustawiony na mojej klatce piersiowej był na tyle niski, że widziałam twarze i ramiona lekarzy, więc i uniesione po wyjęciu dziecko), zresztą dziecko po osuszeniu i na czas szycia położono mi obok twarzy… pamiętam, że spojrzałam na Zuźkę i powiedziałam „ale Ty jesteś śmieszna” 😀

potem głupi jaś i ciemność…

Teraz- wysoki parawan, nic nie widziałam… gapiłam się w sufit i myślałam, że mogliby tu powiesić jakiś tv bo się nudzę 😀

I może właśnie to, że nie miałam się czym zająć spowodowało, że znów zaczęłam się bać… waliło mi serce, było mi duszno i ogólnie źle… ale może tak mi się tylko wydawało… bo wszystko minęło kiedy usłyszałam płacz… i nie, nie pokazali mi dziecka, zabrali ją i tylko kątem oka widziałam, że wyjeżdża z sali… ale ja już byłam spokojna, już wiedziałam, że nie ma powodów do obaw

potem głupi jaś i ciemność…

PO PORODZIE

2006r.- budzę się na sali pooperacyjnej, sama… każą leżeć i się nie ruszać… nie wolno obracać głową, znieczulenie ciągle działa… mijają długie godziny, znieczulenie schodzi bardzo powoli… człowiek albo przysypia, albo patrzy w ścianę… dziecko przynoszą jak przychodzi mąż (ówczesny), potem zabierają… ogólnie 12h po porodzie nie dostaję dziecka, mam leżeć… sama

2016r- leżę na sali pooperacyjnej z kilkoma innymi babkami i opiekującą się nami pielęgniarką, byłyśmy od siebie oddzielone parawanami, więc nie widziałyśmy się, ale rozmawiałyśmy… między sobą i z pielęgniarką… dziwnie, bo opowiadałyśmy sobie różne historie zupełnie się nie widząc, w międzyczasie niektóre wychodziły… na ich miejsce przyjeżdżały następne… ale te 12 godzin jakoś leciało…

Co najważniejsze, dziecko tuż po porodzie zostało przekazane czekającemu na korytarzu tacie i z nim spędziło te kilkanaście minut, zanim mnie pozszywali i przewieźli na pooperacyjną… wówczas położono mi dziecko przy piersi i tak oczekiwało ze mną te 12 godz…. oczywiście pielęgniarka cały czas monitorowała dzieci i matki, zabierała maluchy do przewinięcia, układała przy piersi…

Tak więc pierwszą osobą która zobaczyła Zośkę był tata 🙂

Żeby było śmieszniej, w tym czasie kiedy Zośka się rodziła, a Luby mój czekał pod salą, starsza Zuźka czekała w poczekalni na dole, ucinając sobie pogawędkę z ochroniarzem… a w parkomacie czas się skończył i Luby dostał mandat 😀 do dziś go trzyma na pamiątkę!

A POTEM

11 lat temu, następnego dnia po porodzie, po ok. 20 godzinach leżenia, musiałam wstać, umyć się i o własnych siłach udać się do swojej sali, za ścianą… i wtedy dopiero dostałam Zuźkę, która była już ze mną cały czas…

Teraz, po 12 godzinach leżenia przyjechał wózek na który musiałam się przetransportować i razem z dzieckiem zostałyśmy przewiezione na naszą salę…

W kwestii tego, żeby wstawać jak najszybciej i chodzić jak najwięcej nic się nie zmieniło… i jest to tak samo trudne i bolesne… choć teraz było mi nieco trudniej, no ale człowiek ma w końcu te 10 lat więcej.

WNIOSKI

Może to kwestia szpitala, a może kwestia czasu… ale teraz codziennie były dwa obchody- przychodził lekarz do dziecka, a potem do matki, czasem był też obchód wieczorem… poza tym pielęgniarki przychodziły dość często, pytały czy wszystko ok, proponowały leki przeciwbólowe, pomoc przy problemach z laktacją… były obecne, gdzieś w pobliżu, ale nie narzucające się…

nie mam nic do zarzucenia szpitalowi w którym rodziłam 11 lat temu, ale z całą pewnością mogę polecić szpital w którym rodziłam 9 miesięcy temu… więc jeśli ktoś jest z Warszawy lub okolic to szpital Inflancka gwarantuje naprawdę świetną opiekę… choć to dziecko mogliby jednak matce pokazać. Ale przyznam, że nie robiłam z tego tragedii, może dlatego, że nie było to moje pierwsze dziecko? I że w czasie kiedy dziecko nie było ze mną, było z tatą. 15 minut.

PÓJŚCIE NA ŁATWIZNĘ

Chcę mieć jeszcze jedno, i wiem, że mogę się jeszcze na nie zdecydować. Wiem też, że znów nie będę rodzić naturalnie. Ale… gdybym miała możliwość chyba jednak wybrałam tą formę porodu. To tzw. pójście na łatwiznę. Tylko jeśli ktoś nie miał nigdy hemoroida wielkości pięści, który uniemożliwiał mu stanie, siedzenie, leżenie i bolał bardziej niż wszystkie zęby naraz… nie będzie mi mówił czy jest to pójście na łatwiznę. Jeśli ktoś nie mógł się wypróżnić przez kilka dni z obawy, że szwy pójdą- nie będzie mi mówił że to pójście na łatwiznę. I przede wszystkim jeśli ktoś nie miał nigdy ciętego i zszywanego później brzucha nie ma prawa mi mówić, że to pójście na łatwiznę.

Cesarka nie jest łatwa ani przyjemna dla matki. I choć poród naturalny trwa wiele godzin to rekonwalescencja po- trwa kilka dni… cesarskie cięcie zaś to operacja 30 minutowa, ale dochodzenie do siebie trwa długie tygodnie… trudno tu mówić tu o radosnym macierzyństwie… kobieta musi się zająć noworodkiem, podczas kiedy sama wymaga opieki.

Ja nie miałam wyboru, poród naturalny nie był mi dany, ale nie uważam się przez to za niepełnowartościową matkę. Nie zamierzam też oceniać tych, które wybierają cesarkę na żądanie, o ile oczywiście dobrze to sobie przemyślą. Bo dla każdej matki najważniejsze jest to, że urodzić zdrowe dziecko, nieważne jakim sposobem.

18 thoughts on “Cesarka- wczoraj i dziś. Fakty i mity.

  1. Przeczytałam z ciekawością, bo… z cesarką nie mam żadnych doświadczeń. Obydwa porody przeszłam naturalnie. Cesarskie cięcie jest bardzo często motywowane względami zdrowotnymi, a nawet jeśli kobieta wybiera tę formę porodu ze strachu, nie ma żadnego powodu do krytyki. Poród nie jest żadną większą przyjemnością. Wiąże się z niebywałym napięciem, bólem, wysiłkiem i naprawdę dobrze, że obecnie mamy możliwość wyboru.

    1. Przyznam, że gdyby nie skierowanie na pewno podeszłabym do porodu naturalnego, dałoby mi to możliwość posiadania tylu dzieci ile bym chciała. Ale z drugiej strony, moje dziewczyny przychodziły na świat w ciągu pół godziny, bez wysiłku, bezboleśnie… Cesarka na żądanie? Niech każdy ma wybór.

    1. bo łatwo nie jest… wyobraź sobie, że wchodzisz do szpitala pełna sił, energii, a potem nie potrafisz się nawet wyprostować :/

      1. Domyślam się. To w końcu operacja. Ja nie rozumiem np.porównywań typu kobiet rodzacych sn a przez cc. Czy przez to jest się gorszą matką? Absolutnie nie. To samo jak jest „lincz” na matki karmiące mm.Karmiące piersią często zarzucają” że karmiące mm nie dbają o dobro dziecka itd.A mnie to bolało bo sama bylam zmuszona karmić mm gdyż synek urodził się za wcześnie a pokarmu nie miałam wcale. Próbowałam pobudzić laktację-nie udało się. Czy to czyni mnie gorszą matką?Uważam że nie.Tak samo kobiety rodzące poprzez cc. Mam szacunek do każdej rodzącej. Przez myśl by mi nawet nie przeszła drwina. Najważniejsze aby dzieciatko było zdrowe i urodziło się bez komplikacji.

        1. A widzisz, innym matkom przychodzi. Najgorsze jest właśnie to, że człowiek nie ma wsparcia tam gdzie powinien czyli wśród innych matek.

  2. Bardzo ciekawy wpis. 🙂 Z ciekawością go przeczytałam, bo nie miałam z cesarką nic wspólnego.

    Myślę sobie, że gdyby wszyscy po prostu przyjęli do wiadomości, że dzieci się rodzą na różne sposoby, to byłoby lżej mamom, które rodzą przez cesarkę. 🙁 Widzę niestety czasami internetowe przepychanki, kto jest lepszą, „prawdziwą” mamą… Bezsens straszny, ale może boleć. 🙁

    1. bo zawsze się znajdą „matki-polki”, które wiedzą lepiej, jak należy rodzić, jak wychowywać i jak płodzić pewnie też 😉

    1. haha może nie tak od razu, bo po Zośce powiedziałam nigdy więcej i że czym ja sobie zasłużyłam na takie cierpienia, ale… Zośka ma 9 miesięcy, a ja chcę następne 😉

  3. Tekst przeczytałam z ogromnym zapałem, bo zawsze byłam ciekawa jak to wyglada z punktu widzenia mamy. Ja tez przyszłam na świat przez cesarkę, bo mama miała również problemy ze wzrokiem – jaskra, ciśnienie w oku przy dużym wysiłku. Dla mnie każda operacja, czy „zabieg” wydaje się być straszny, nawet badania krwi w zabiegowym, wiec po prostu gratuluje, pociech, odwagi, siły i napisania tego artykułu. Na pewno kiedyś do niego wrócę :).

    1. Oj jak mi mają krew pobierać to ja wzrok odwracam, bo mam tak mało widoczne żyły, że z reguły wkłuwają się po kilka razy 😀 Ale jak mus to mus 😉 Wróć do artykułu jak będzie potrzebny, a w razie wątpliwości służę pomocą 🙂

  4. Jestem świeżo po. I też po drugim razie, jednak pierwszą córkę rodziłam w 2014. Znieczulenie nie bolało mnie wcale, za pierwszym razem czułam szarpanie, a teraz jak mnie znieczulili to chyba mogliby też zęby mi wyrywać… nic nie czułam, usłyszałam tylko płacz dziecka, za to tym razem podczas cc czułam się jakbym odpływała do innego świata i to było straszne! Po porodzie dziecko mi pokazali, po czym zszyli mnie, małą wzięli na noworodki, ale szybko nam ją przywieźli. Cudowne chwile, chociaż zaburzone przez mój brak czucia od pasa w dół i lekkie mrowienie rąk… Za pierwszym razem wstawałam po 6 godzinach z położną, teraz jakoś po 10-11, też z położną, ale już sprawniej, bo wiedziałam, czego się spodziewać 🙂

    1. Nie da się ukryć, że to znieczulenie jest mało komfortowe. A to odpływanie to chyba było porównywalne do tego mojego dziwnego strachu, nagłego przyspieszone bicia serca czy duszności.

    1. bo mamy tendencję do porównywania siebie z innymi, bylebyśmy wypadli lepiej… szczególnie kobiety, fakt, że stają się matkami wcale nie powoduje u niektórych większej empatii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *