weź i zrób to

Nie zrobiłaś?

Nie zrobiłaś prawa jazdy w wielu 19 lat? I dlatego od lat jesteś uzależniona od faceta? Nie umówisz się na kawę w mieście z dawną przyjaciółką, bo nie masz jak dojechać? Naprawdę uważasz, że kurs prawa jazdy w wieku 30 lat to za późno?

To opowiem Ci pewną historię…

dawno dawno temu… kiedy nie było mnie na nic stać, tłumaczyłam sobie i innym, że nie potrzebuję samochodu. Że mam blisko do pracy i nie muszę dojeżdżać. I faktycznie tak było. Miałam blisko, 20 min drogi, które pokonywałam piechotą. Po drodze odprowadzałam dziecko do przedszkola. Samochodem jechałabym dłużej, bo naokoło. Ale wtedy mieszkałam w centrum dużego miasta. Wszędzie miałam blisko. Nawet market, więc nie musiałam taszczyć siat z zakupami do autobusu i obijając wszystkich dookoła, przeciskać się do wyjścia (to było później). Trzeba je tylko było zataszczyć na piechotę i wtarabanić się na czwarte piętro kamienicy, bez windy, z trzyletnim dzieciakiem obok. Dało się, dałam radę. Byłam świetna, niezależna, brawo ja! Ale to się zmieniło. I daleko mi teraz do dużego miasta. Do miasta w ogóle. Już nie autobus, a PKS był mi przyjacielem. Szczególnie zimą, na zadupiu o 4:40. Dobrze, że przyjeżdżał nagrzany. Dobrze, że w ogóle przyjeżdżał. I też dałam radę. Do roboty jechać 1,5 godziny, żeby być na 6:00. I nigdy nie byłam na czas. Codziennie pobudka o 4:00, pół godziny na ubranie, umycie zębów i wyjście. Kto by sobie głowę zawracał kawą czy malowaniem się. 4:35 ciemno, zimno, strasznie, bo zadupie, wokół puste pola, jedna latarnia po drugiej stronie drogi, jakiś samochód od czasu do czasu przejechał, jakiś pies zaszczekał w oddali powodując niekontrolowane palpitacje serca, nawet wiaty nie było, żeby się schować… w końcu jest, nadjeżdża, mój koszmar dobiega końca… płacę 7,5zł i mogę się zdrzemnąć. Wszyscy śpią, pół godziny drogi przed nami. 5:05 gdzieniegdzie odzywają się budziki w telefonach. Na pół śpiąco zsuwamy czapki z oczu, zawijamy się w szaliki i do drzwi. Kto pierwszy ten ma więcej czasu. Bo czas to … szansa, żeby zdążyć na przesiadkę. 5:10 wybiegamy z PKS`u i biegniemy do stacji metra, bo o 5:12 odjeżdża pociąg na który muszę zdążyć, inaczej wszystko się posypie… Wpadam na stację, pociąg wjeżdża, ale nie, to jeszcze nie koniec. Pociąg wjeżdża, a ja muszę dostać się na jego koniec, bo stamtąd będę miała bliżej do kolejnej przesiadki. Jeśli zdarzy się tak, że PKS podjedzie 0,5 minuty później, nie zdążę dobiec do ostatniego wagonu… wtedy w trakcie jazdy, na kolejnych stacjach będę się przesiadać z wagonu do wagonu, aż dotrę na sam koniec. Ciągle mam wrażenie, że ten pociąg nie ma końca… Jeśli zaś wszystko pójdzie zgodnie z planem, wsiadam do właściwego wagonu, otulam się kurtką (bo w metrze zimno, jak to w podziemiu) nasuwam czapę na oczy i kolejna drzemka. Mam 40 minut. 5:50 znów pod drzwiami szykuję się do biegu. 5:53 tłum wypada na stację i pędzi na schody ruchome. I biegiem po tych schodach, bo za wolno się ruszają. Autobus mam o 5:55, więc czasu niewiele. Daleko nie jest, ale trzeba kilku ludzi wyminąć… Co oni tak tu spacerują o tej porze? I dobra, kolejny bieg za nami, następne 20 minut przed nami. Mniej więcej o 6:15 docieram do pracy. Spoko, jest nas więcej, takich spóźnialskich. Ja to z zadupia jadę, a oni z Warszawy, tyle że z jakiejś Pragi czy innego Tarchomina, więc lepiej nie mają. Ale dajemy radę. Skoro więc już człowiek do tej roboty się dotelepał, to trzeba by się do jakiegoś ładu doprowadzić. Kawy się napić, śniadanie zjeść, makijaż zrobić… 8 godzin odbębnić i do domu. Tym razem spokojniej, mam dwie godziny, byle na właściwe metro zdążyć. Bo PKS o 15:25 odjeżdża, a zdarza mu się być przed czasem… jak nie ten, to następny jest za 1,5 godziny jedzie.

Inni to mają gorzej… albo lepiej 😀

Tę trasę samochodem pokonałabym w jakieś 40minut, spacerowo. Bo trasa prosta i szybka jak autostrada do nieba… o 5 rano to jakby przycisnąć to i nawet w 30 minut. Ale wtedy, jak ten słoik, nie miałam prawka ani auta, ani pojęcia jak się po stolicy poruszać. Rzuciłam więc tą robotę… nie z powodu dojazdów, bo jak widzisz logistykę opanowałam nieźle. Ale rzuciłam, dla innej. Teraz jadę 15 minut, autem. I nie marznę i nie dygam na przystanku widmo.

Ja zrobiłam

A prawko zrobiłam w wieku 36 lat. Można?

Finał jest taki, że teraz wsadzam dupę w samochód… a dupa rośnie :/ Wtedy żadna nadwaga nie była mi groźna, a teraz muszę biegać dla przyjemności 🙂

Więc jak, robisz to prawko, czy dalej będziesz biegać za autobusami?

7 thoughts on “weź i zrób to

  1. Gratulacje, znam wiele osób które robiły prawko po 30stce, teraz z roku na rok jest coraz trudniej przez coraz głupsze pomysły tych co tworzą zasady zdawania, a że pupcia rośnie to znaczy o dobrobycie 😉

  2. Wszyscy naciskali, że najlepiej zacząć robić prawo jazdy jeszcze przed 18, a potem egzamin tuż po 18-nastce. Czyli w 2 klasie liceum. Zrobiłam na odwrót. Zdałam maturę, dostałam się na studia i dopiero wtedy zaczęłam myśleć o prawku. Chociaż fakt, teraz to dodatkowy gadżet bo po mieście i tak jeżdżę tramwajami 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *